niedziela, 24 marca 2019

Siedemnaście

"Na tym świecie nie ma nic
   równie trudnego do zdobycia
   i równie łatwego do stracenia
   jak zaufanie."


Po wnętrzu radomskiej hali roznosił się donośny głos trenera. Chwilę później do twoich uszu docierał pisk różnego rodzaju sportowego obuwia stykającego się z parkietem podczas  biegu. Przyśpieszyłeś swoje tempo, zaciskając solidnie szczękę i wysłuchując charakterystycznego głosu libero. Przekręciłeś głowę w jego kierunku i pokręciłeś nią z pobłażaniem nad jego słowami. Na twoje usta wdarł się przesiąknięty kpiną uśmiech, a spojrzenie zostało utkwione w przyjacielu zmierzającym obok Hubera. Fornal roześmiał się głośno na twój błagalny wzrok jaki napotkał na swojej drodze i szepnął coś środkowemu na ucho, podrywając się do biegu. Ty natomiast zwolniłeś, przeczesując palcami wilgotne włosy. 
-Wasio, proszę cię. Skończ już swoje teorię.-zaskomlałeś, wzdychając głośno nad postawą Wasilewskiego. 
- Michał, ale czemu mi nie wierzysz?  Czemu to tak olewasz?- żywo gestykulował młody siatkarz.-Czy ja cię kiedyś okłamałem?-rzucił oburzony.
- Nie chodzi o to, że ci nie wierzę.-przewróciłeś oczami.- Po prostu... Ufam Julce. Dużo razem przeszliśmy, ale to nas umocniło i cieszę się, że zerwała z poprzednim życiem.- na twoich ustach zabłąkał się delikatny uśmiech.-Wątpię by znowu chciała się pakować w coś podobnego.
Trochę żałowałeś, że Wasilewski przypadkiem natknął się na ciebie i Tomka w szatni zaledwie kilka dni temu. Podsłuchał wtedy waszą rozmowę właśnie o jego zachowaniu względem szatynki w klubie i był kolejną osobą po za waszą dwójką, która znała usłaną piekłem historie twojej ukochanej, bo przecież skoro usłyszał strzępek waszej wymiany słownej to już później nie wypadało mu nie zagłębić się w całość przeszłości twojej dziewczyny. Nie planowałeś tego, ale żywiłeś nadzieję, że dotrzyma tajemnicy. Sięgnąłeś po plastikową butelkę i zatopiłeś spierzchnięte wargi w przeźroczystej cieczy. Ugasiłeś pragnienie kilkoma głębszymi łykami i przetarłeś twarz białym, puchatym ręcznikiem. Utkwiłeś spojrzenie siwych, błękitnych tęczówek w twarzy bruneta, oczekując jego odpowiedzi, reakcji na ostatnie słowa. Kacper nagle jakby rozpromienił się na twarzy i spojrzał na ciebie z błyskiem w niebieskich oczach. Zmarszczyłeś brwi zdezorientowany zmianą jego mimiki twarzy. Czasami nie rozumiałeś tego chłopaka.  Byłeś ciekawy co tym razem uderzyło mu do głowy, gdyż ten połysk w jego oczach nie pojawił się tam bez powodu.
- Dobrze, rozumiem.-skinął głową, a ty zmierzyłeś go wzrokiem pełnym zdumienia, że nagle zrozumiał. Po chwili jednak pojąłeś o co tu chodziło.-Skoro jesteś taki pewny to dziś wieczorem godzina 20 bądź u mnie i zabiorę cię do tego klubu.-oznajmił ci 20-latek. 
Uniosłeś jedną brew, spoglądając zdziwiony na zawodnika Czarnych Radom, jednak po chwili przystałeś na jego propozycje. Przyjąłeś wyzwanie Wasilewskiego, będąc pewnym odniesienia zwycięstwa. Musiałeś mieć rację. Nie mogłeś jej nie mieć. Przecież Julka zamknęła ten burzliwy rozdział w swoim życiu i w pełni otworzyła furtkę tobie, tym samym rozpoczynając nowy. Gdybyś tylko wiedział Michale jak bardzo się myliłeś... Znałeś ją lepiej niż libero. Być może pomylił ją z jakaś podobną do niej kobietą lub więcej wypił na jakieś imprezie i pomieszało mu się w głowie. Zmęczony zwlokłeś się z szatni po kilkuminutowym prysznicu i wpakowałeś do samochodu Fornala, który zaproponował ci podwózkę. Podzieliłeś się z nim pomówieniami wspólnego kolegi z zespołu, obserwując jak parska głośnym śmiechem nad fantazją Kacpra.  Po chwili jednak jego roześmiana twarz przybrała poważny wyraz twarzy, a ty poczułeś narastający niepokój.
-Tomek, o co chodzi?- mruknąłeś po dłuższej chwili ciszy pomiędzy wami.
-A może on mówi prawdę?-zadarł brew ku górze, okręcając kierownicę.- Myślisz, że byłby w stanie wymyślisz aż tak rozbudowana bajeczkę?
-Stary, dobrze wiesz, że Julka skończyła z... Nie, no proszę cię!- warknąłeś na przyjaciela.
- Dobra, zluzuj. Przepraszam. -szepnął, a w jego oczach dało się dostrzec skruchę.
Zatrzasnąłeś za sobą drzwi samochodu i westchnąłeś głęboko. Poprawiłeś sportową torbę spoczywającą na twoim ramieniu i ruszyłeś przed siebie z coraz to większym natłokiem myśli w głowie. Słowa twojej ukochanej po porannej sytuacji z peruką zniwelowały twoje wątpliwości, jednak teraz, gdy i Fornal rozpoczął swoje spekulacje na temat domniemanej  nowej pracy  twojej ukochanej poważnie się zaniepokoiłeś. Machnąłeś dłonią, starając się odgonić uciążliwe myśli i zdecydowałeś się nie psuć dobrego okresu w twoim wciąż zakwitającym związku. Musnąłeś przelotnie usta szatynki, gdy ujrzałeś ją wyłaniającą się z kuchni i opadłeś wyczerpany treningiem na kanapę, oczekując aż pojawi się ona obok ciebie. Nie zawiodłeś się. Opadła na wolne miejsce i wciągnęła twoje łydki na swoje uda, posyłając ci łagodny uśmiech. Zaśmiałeś się na jej gest i poprawiłeś do pozycji siedzącej, aby znaleźć się bliżej niej. Wyciągnąłeś się przed siebie i zatopiłeś usta w miękkości jej warg.  Delikatne pocałunki powoli przeradzały się w gorące, pełne namiętności i pikanterii wymiany. Opuszkiem palca obrysowałeś jej szczękę i poczułeś jak zadrżała pod wpływem twojego dotyku. Kąciki jej ust stały się nagle rozdygotane, a na muskanej przez wolną dłoń jedwabistej skórze dało się wyczuć gęsią skórkę. Odgarnąłeś jednym ruchem niesforny kosmyk opadający na jej czoło i oderwałeś się od niej zdyszany, roztapiając się pod wpływem elektryzującego spojrzenia jej ciemnych tęczówek. I jak ty Michale mogłeś podejrzewać, że ta istotka cię okłamuje?  Skinąłeś lekko głową, gdy zwlokła się z sofy, rzucają ci zapytanie o obiad. Po chwili rozkoszowałeś się połączeniem kurczaka, makaronu oraz mieszanką przypraw stopionych z jej autorskim sosem. Starła śnieżnobiałą serwetką ślady sosu z kącików twoich ust i wtuliła się ufnie w twoje silne ramiona. Widziałeś jak błogo się uśmiecha, chłonąc intensywność twoich perfum. Milczałeś. Ona także. Żadne z was nie chciało popsuć tej magicznej chwili. Odkąd ta drobna kobietka zagościła w twoim życiu Michale nagle zrozumiałeś znaczenie takich skąpanych ciszą momentów. Nie potrzebne tutaj były wasze barwy głosu zatopione w naprzemiennej rozmowie zdań. Zbędne tutaj były słowa. Liczyły się wasze łączące się ze sobą oddechy, zetknięte ze sobą ciała i spojrzenia krzyżujące się na jednakowym pułapie. Wtedy docierało to ciebie jak bardzo byłeś szczęśliwy, jak wiele miałeś, posiadając ją przy swoim boku.

***

" Nie wiem jak
     ty,
      mało ludziom wierzę.
      Mam nadzieję, że się 
     gubią,
          kiedy  mówią szczerze..."

 ***

Po przekroczeniu progu sporych rozmiarów lokalu uderzył w ciebie charakterystyczny odór tytoniowych wyrobów, a twoje oczy drażniły różnej barwy światła padające w każdy kąt klubu. Popatrzyłeś niepewnie na spoczywającego naprzeciw ciebie libero. Nie zagłębiłeś się nawet we wnętrze budynku, a już miałeś ochotę wybiec z niego gwałtownie. Źle czułeś się z myślą, że odmówiłeś Julii wieczoru spędzonego na sofie w twoim radomskim mieszkaniu w towarzystwie wina, popcornu i dobrego filmu. Kiedyś  wyśmiałbyś samego siebie rozważającego taką propozycję, a co dopiero przystającego na taką ofertę, a teraz... Ten przykład pokazywał tylko jak bardzo dojrzałeś, Michale. Jak bardzo dostrzegłeś magię więzi dwojga ludzi. Sam nie dowierzałeś w swoją przemianę, w swoje obecne oblicze. Z resztą nie tylko ty. Tomasz także czasami miał problemy z uwierzeniem w twoje słowa i niejednokrotnie zadzierał brwi lub mrugał kilkukrotnie w ciągu upływu kilku sekund, rozważając czy nie zdecydowałeś się na powrót swojej gorszej wersji i nie kpiłeś z niego. Jednak nie byłeś już dawnym sobą. Kacper przewrócił jedynie oczami i chwycił cię za nadgarstek.
-Chcesz poznać prawdę?-popatrzył na ciebie wyczekująco, a kiedy skinąłeś głową kontynuował: - To chodź!
Pociągnął cie w stronę długich, krętych schodów prowadzących ku parterze. Wyglądało na to, że bywał tutaj często czym byłeś odrobinę zdumiony. Myślałeś, że Wasilewski nie miewa problemów z płcią piękną, a tutaj ociupinkę się rozczarowałeś. Uzyskałeś od wysokiej blondynki śliski kartoniki, który według twoich obserwacji posługiwał jako przepustka i powędrowałeś za brunetem. Kiedyś może byłbyś i zachwycony takim otoczeniem, gdzie pełno było skąpo ubranych kobiet, gdzie kipiało pikanterią, ale teraz to nie był twój świat. Żadna inna nie potrafiła na ciebie zadziałać jak Julka. Tylko ona wiedziała jak cię kokietować, w którym obszarze musnąć, zahaczyć czy się otrzeć.  Wiedziała, kiedy zdecydować się na przelotny całus, a kiedy wypuścić z wodzy namiętność i żar. To w niej uwielbiałeś. Czytała z ciebie jak z otwartej księgi, choć czasami  było to uciążliwe i mogło doprowadzić do sporych rozmiarów konfliktów.
-Michał...-przeciągnął libero, aby zyskać twoje zainteresowanie.
-Hmm?-mruknąłeś, utkwiwszy w nim wzrok.
-No powiem ci, że chyba twoja dziewczyna ma dziś wolne. -oznajmił Wasio, omiatając wzrokiem otoczenie i dziewczyny znajdujące się na podestach.
Pociągnąłeś go  w kierunku wyjścia z klubu, pragnąc jak najszybciej podzielić się z nim swoim poglądem na temat zaistniałej sytuacji. Nie mogłeś uwierzyć, że libero naprawdę spodziewał się tego, że natraficie w takim środowisku na twoją cudowną Julkę. Gdy wreszcie znaleźliście się na dworze, a chłodne powietrze obiło się o wasze twarze nie wytrzymałeś. Eksplodowałeś.
-A ja ci powiem, że jesteś skończonym chujem, jeżeli myślałeś, że ci uwierzę, ale dla świętego spokoju tu z tobą poszedłem!-warknąłeś w jego stronę.- Mogłem z nią zostać, kiedy proponowała mi wspólny wieczór a nie marnować czas z tobą.-prychnąłeś.
-Czemu wcześniej nie powiedziałeś, że jest u ciebie?-przewrócił oczami libero.
- Myślisz, że Julka mając mnie szukała by wrażeń w takim miejscu? Naprawdę tak sądzisz?!-zacisnąłeś dłonie w pięści, zbierając w sobie chęci na wymierzenie mu ciosu.- Jesteś popierdolony, Wasilewski!  Nie mam najmniejszego zamiaru patrzeć na to jak nie szanujesz mojej dziewczyny! Jeszcze jedno takie słowo na jej temat a skończy się gorzej!-cisnąłeś przez zaciśnięte zęby prosto w jego twarz, obdarowując ją solidnym uderzeniem.
-Ciebie pojebało, tak?! Za co ty mnie chłopie uderzyłeś?! Za prawdę?!-Kacper zdumiony wpatrywał się w twoją skąpaną mrokiem twarz.- Ja pierdolę! Chyba rozjebałeś mi nos!
-Warto było.-oświadczyłeś z cwanym uśmiechem.- A teraz żegnam szanownego kumpla i radzę przemyśleć swoje zachowanie.-mruknąłeś na odchodne.
Z satysfakcją przypatrywałeś się jak młodszy zawodnik ociera chusteczką szkarłatną ciecz wydostającą się z jego nosa. Byłeś z siebie dumny, że nie pozwoliłeś obrażać mu Julki.  Dla ciebie była nieskazitelną księżniczką, kimś niezwykle dobrym po mimo wyrządzonego jej zła przez świat.

___________
Hej! 
Tym razem to Kaska się super spisała, i chwała jej za to, że pisze szybciej ode mnie!👏 Jak myślicie, czy Kacper mówił prawdę? Już nie długo postaramy sie dać wam odpowiedź. 🙂 
POZDRAWIAM!!!
Paula

Hejo! ^^
Dziękuję za miłe słowa, wspólniczko! :D ;* Piszę szybko bo jest chwila czasu i pomysł, więc korzystam ^^ Michał waha się co jest prawdą a co nie, ale na razie sytuacja jest wyjaśniona. Jednak czy na pewno? Kacper dostał za obrażanie Julki swoją porcję, ale czy zakończy się na tym jedynym epizodzie czy dalej będzie próbował przekonać Michała o swojej racji?  Zobaczycie niebawem! ;3  Całuję i do zobaczenia niedługo ;*
PS: Jeśli ktoś tutaj lubuje się w roczniku 97 to zapraszam serdecznie do zerknięcia do świata Masłowskiego, Blanki oraz Fornala! ^^ Będzie mi miło jak zajrzycie i zostawicie coś po sobie! :3 >>Kotwica, która ściągnęła ich na dno<<

poniedziałek, 11 marca 2019

Szesnaście




"Przy Tobie nie potrzebuję ciszy.
Rozweselasz mnie tym, że choć stronię od mów
przy Tobie mówię nieustannie... "
 



Rozglądałeś się uważnie po trybunach hali pod złotym sufitem. Większość ludzi rozchodziła się już do domów, zostawali tylko nieliczni, czekający na autograf swojego idola.Ty też czekałeś Michale. Czekałeś na ciepłe spojrzenie ciemnych oczu, roztapiające twoje serce, czekałeś na gorący dotyk dłoni, na smak delikatnych ust i ten śmiech zarezerwowany wyłącznie dla ciebie.  Uśmiechnąłeś się pod nosem gdy twoje błękitne oczy napotkały postać szatynki, siedzącej na trybunach. Każdego meczu jeździsz wzrokiem po trybunach szukając jej drobnej postaci, lecz ona nigdy nie każe ci robić sobie nadziei, gdyż  siatkówka jest podobno mało fascynująca. Bawiło cię jej podejście, bo wiesz, że może i sport jej nie interesował, ale twoja gra i owszem. Widziałeś to  po jej twarzy, zawsze gdy o tym opowiadałeś, a dziś wreszcie zmieniła zdanie i  przyszła tutaj  specjalnie dla ciebie, bo przecież nie uwierzysz, że tak nagle pokochała siatkówkę. Nie zmienia to faktu, że sprawiła ci tym ogromną radość. Świadomość, że siedzi na trybunach i  mocno cię wspiera dodawała ci większej energii, miałeś wrażenie, że chcesz dawać z siebie jeszcze więcej na boisku, przede wszystkim dla  tych przepełnionych dumą ślicznych  oczu. Gestem ręki pokazałeś, Julii,  by zeszła do ciebie na dół, nieśmiało skinęła głową i na moment zniknęła ci z oczu, byś  po chwili mógł mieć w ramionach swój największy skarb. Nie interesowało cię, to że wszyscy z uwagą was śledzą, nie martwiłeś się tym co sobie o tobie pomyślą.  Liczyła się tylko ona, i to że  teraz  stoi wtulona w ciebie. Ukryłeś twarz w jej włosach, by móc odurzać się jej cudownym zapachem, który odbierał ci rozum i doprowadzał do istnego szaleństwa. 
- Gratuluję kochanie. - uśmiechnąłeś się mimowolnie słysząc te słowa. Lubiłeś słuchać o tym, że  jesteś  ukochanym. Sam nie wiesz jak to się działo, ale z każdym kolejnym dniem traciłeś dla niej coraz bardziej głowę i serce.  Twoje oczy nie chciały patrzeć już na żadną inną kobietę poza Julią, twoje dłonie nie chciały dotykać już żadnego innego ciała, a usta nie chciały smakować innych warg. Ty ją po prostu kochasz i bardzo byś chciał, by wszyscy się o tym dowiedzieli. W końcu w miłości nie ma nic złego prawda?
- Dziękuję. - wymruczałeś wtapiając się łapczywie w  jej słodkie usta.   - Idziemy zaraz z chłopakami na piwo po meczu. Idziesz z nami? Chciałabym żeby cię wszyscy poznali. - widziałeś jak jej twarz momentalnie pochmurnieje
- To nie jest dobry pomysł...  - spojrzałeś na nią zaskoczony. Nie do końca rozumiałeś co do ciebie mówi. Była twoją dziewczyną, twoją idealną i wymarzoną kobietą, która uczyła cię być lepszym, dzięki niej każdego dnia odkrywałeś w sobie nowe uczucia. Chciałbyś pokazać wszystkim jak wielkim szczęściarzem jesteś, dlaczego miałbyś się nią nie chwalić?  Szatynka widząc twoją minę tylko westchnęła. - Misiek, nie przyszło ci do głowy, że ktoś może mnie porównywać z Izą? Na pewno mnie nie polubią....
- Serio cię to obchodzi? Jak im się coś nie spodoba ich problem. Ważne, że ja cię chcę i to dla mnie jesteś idealna. - mruknąłeś muskając wargami jej szyję -  Idę do szatni, czekaj na mnie skarbie. -  puściłeś jej oczko i udałeś się w stronę wejścia  do szatni, by szybko się odświeżyć i do niej wrócić, żeby ci gdzieś nie uciekła. A z doświadczenia wiesz, że jest do tego zdolna.  Miałeś nadzieję, że tym razem  Julka będzie na ciebie czekała. Zastanawiałeś się, czy na pewno chodzi jej jedynie o Izę, czy może jeszcze, o to czym się zajmowała. Przecież na dobrą sprawę o tym wiedzieliście jedynie ty i ona, no i jeszcze Tomek. Ale jesteś pewny, że on tego nikomu nie powie, nie widziałeś więc najmniejszych powodów do obaw.  Nucąc pod nosem bliżej nie określoną melodie wyszedłeś na zewnątrz hali i poszukiwałeś wzrokiem szatynki, która stała odwrócona do ciebie tyłem i była zapatrzona w radomską panoramę.  Podszedłeś do niej po cichu i szybkim ruchem objąłeś ją w pasie, przyciągając mocno do siebie.
- Nie strasz mnie Filip. - mruknęła wzdrygając się, ty jedynie się cicho zaśmiałeś i pocałowałeś ją w głowę.
- Przecież ty się podobno niczego nie boisz. - uniosłeś brew do góry, a ona tylko prychnęła oburzona.
- Przecież ty podobno nigdy się nie zakochujesz. - stwierdziła ironicznie, a na jej twarz wkradł się triumfalny uśmiech. Westchnąłeś i zatopiłeś się łapczywie w jej kuszących cię za każdym razem coraz bardziej wargach.
- Ty jesteś moim wyjątkiem od wszystkiego. - odsunąłeś  jej opadające na czoło włosy. - O czym myślałaś?
- O niczym. Tak się guzdrałeś, że zaczęłam liczyć gwiazdy na niebie. - stwierdziła z westchnieniem, mimowolnie zerknąłeś w niebo, widząc nad wami miliony mrugających do was gwiazd. Pierwszy raz w życiu uważałeś, że to dosyć romantyczne, zwłaszcza, gdy ma się w ramionach ukochaną kobietę.
- Gdyby teraz, któraś z nich spadła pomyślałabym życzenie.  Chciałbym, byś z każdym dniem kochała mnie coraz bardziej, jak ja kocham ciebie. - pogładziłeś jej policzek.
- Jak mówisz życzenia, to one się nie spełniają wiesz Misiu? - spytała z powagą, czym cie tylko rozbawiła.
- Dlatego powiedziałem to, gdy żadna z nich nie spadła. Po za tym ty jesteś tutaj moją jedyną gwiazdą, która świeci wyłącznie dla mnie i to mi w zupełności wystarczy. - musnąłeś ustami jej chłodny policzek. Szkoda tylko, że gdy odwróciłeś wzrok Michale nie dostrzegłeś  srebrzystego błysku wędrującego szybkim ruchem po granatowym niebie - Chodźmy już. -   zaniosłeś swoje rzeczy do samochodu i  chwytając Julię za rękę udałeś się w stronę pobliskiego baru, widziałeś, że wciąż nie jest przekonana do twojego pomysłu, ale nie miała już wyboru. Chciałeś pokazać ją  każdemu, chciałeś bo ona jest twoim najpiękniejszym klejnotem. Otworzyłeś przed szatynką drzwi od lokalu i przepuściłeś ją w wejściu. U progu od razu uderzył cię zapach zadymionego pomieszczenia i blask kolorowych świateł. Spokojna muzyka pobrzmiewała gdzieś w tle, a ty szukałeś wzrokiem radomskich siatkarzy. Gdy wreszcie napotkałeś ich stolik, pociągnąłeś Julię za sobą, przeciskając się wśród bawiących się ludzi. Gdy znajdowaliście się bliżej  twoich kolegów z zespołu,  ścisnąłeś mocniej dłoń swojej ukochanej, czując jak jej ciało delikatnie drży. Chciałeś jej pokazać, że wciąż przy niej jesteś i nie ma się czego bać, w końcu ty ją obronisz przed wszystkim.
- Witam ponownie. - przywitałeś się ze wszystkim po kolei, jednak ich  wzrok  i tak skupiał się na twojej towarzyszce - Odpowiadając na wszystkie wasze ostatnie pytania, moja dziewczyna Julia.   - popatrzyłeś z dumą na szatynkę, która z nieśmiałym uśmiechem przywitała się ze wszystkimi.
- Kobieta dzięki  której nasz Michał wydoroślał. - stwierdził z rozbawieniem Tomasz, który ani trochę nie był zaskoczony obecnością twojej dziewczyny na dzisiejszym spotkaniu.  Przyglądałeś się uważnie, jak każdy z twoich klubowych kolegów ciepło wita Julkę, nie szczędząc żartów na twój temat, co było u nich  normą. Widziałeś, jak cały stres z twojej ukochanej gdzieś ucieka, ponieważ bez wątpienia zrobiła dobre wrażenie, a o waszej przeszłości nikt nie wspomniał choćby słowa. Odsunąłeś jej krzesło, by  mogła sobie usiąść i zamówiłeś wam coś do picia. Objąłeś  swój skarb ramieniem i przysłuchiwałeś się dyskusji na temat dzisiejszego meczu, wtrącając od czasu jakieś uwagi. Nie mogłeś jednak nie wyłapać spojrzenia swojego kolegi, które było cały czas wbite  w Julię. Miałeś wrażenie, że Kacper przeszywał nim ją na wskroś, co nie do końca ci  podobało.
- Czy my się skądś nie znamy? - słysząc to pytanie, popatrzyłeś  zaskoczony na Kacpra, który wciąż  intensywnie się wpatrywał w twoją dziewczynę. Wbiłeś w niego błękitne tęczówki, zastanawiając się o co mu chodzi i skąd miałby znać twoją Julię? Przecież to było nierealne by kiedykolwiek się spotkali.
- Nie wydaje mi się. - Julka uśmiechnęła się nerwowo, co było dla ciebie trochę dziwne... Zmarszczyłeś brwi szybko analizując w głowie zaistniałą sytuacje, a przed oczami stawały ci najgorsze scenariusze....   A może on, kiedyś..... Z nią... Zerknąłeś kątem oka na Julię, a potem ponownie skierowałeś wzrok w stronę libero i popukałeś się w głowę. Czy taki Kacper mógłby korzystać z usług tego typu? Zaśmiałeś się pod nosem ironicznie z własnej głupoty, widocznie musiało mu się coś pomylić, a o to w jego przypadku  nie trudno.
- Na pewno? - nie dawał a wygraną jeżdżąc wzrokiem po jej sylwetce. Twoja ukochana z westchnieniem pokręciła głową. A ty przygarnąłeś ja mocniej do siebie,  dając mu  do zrozumienia by sobie odpuścił.
- Na pewno, ale miło cię poznać. - puściła  mu oczko i  upiła łyk piwa zmieszanego z malinowym sokiem. Wasilewski tylko  skinął głową jak gdyby nigdy nic  i wrócił do rozmowy z Wojtkiem. Musisz przyznać, że czasami naprawdę  go nie pojmujesz. Poczułeś jak twoją dziewczyna  chwyta twoją dłoń i spogląda na ciebie znacząco. Uśmiechnąłeś się się do niej porozumiewawczo,   bezwiednie podążyłeś za nią na parkiet i objąłeś ją w pasie, bujając się delikatnie w rytm doskonale ci znanej muzyki. Między wami była jedynie niewielka przestrzeń, podziwiałeś migające w jej oczach światełka i szczery śmiech kierowany w twoją stronę. Okręciłeś ją delikatnie, po czym ponownie do niej przylgnąłeś zaciągając się jej odurzającym zapachem i wsłuchiwałeś się uważnie wybrzmiewającą własnie melodie, która nagle zamieniła się w szum letniego deszczu,  przerywany odgłosami grzmotów i waszym śmiechem.  Czułeś w ustach smak tamtego słodkiego wina, a do twoich nozdrzy docierał zapach  jej wilgotnej skóry,  z której kilka chwil później zsunęła się czarna sukienka. Pamiętasz tamtą łapaną w pośpiechu taksówkę, i każdy jej dotyk  we wnętrzu ciemnego pojazdu oraz grającą w tle tą samą melodie, przy której teraz się wszyscy bawili w barze.
- Masz interesujących przyjaciół skarbie. - stwierdziła zarzucając ci dłonie na szyję, wybijając cię przy tym z zamyślenia.  Zaśmiałeś się pod nosem słysząc jej uwagę, wiedziałeś, że tyczyła się  konkretnej osoby.
- On już taki jest, pewnie mi ciebie zazdrości. - stwierdziłeś przyciągając ją zdecydowanym ruchem jeszcze  bliżej siebie, tak by tym razem nie dzieliła was nawet najmniejsza przestrzeń. - Po za tym wydaje mi się, że chyba wszyscy cię polubili, nie wiem czego się obawiałaś. Ja zawsze mam rację.-  zaśmiałeś się ironicznie, szatynka uniosła brew do góry.
- Nie bądź taki cwany Filip. - zbliżyła swoją twarz do twojej, sprawiając, że wasze usta dzieliły milimetry. Czułeś słodki zapach jej perfum, który mieszał ci zmysły, miałeś nieodpartą ochotę, by po raz kolejny bez końca  się nią delektować - Bo to ty zawsze robisz,  co zechcę.- jej szept wpadał prosto w twoje usta, co jeszcze bardziej cię kusiło.  Była strasznie intrygującą kobietą.  z jednej strony pewna siebie i przepełniona sarkazmem, a z drugiej tak bardzo delikatna i krucha. Kochałeś te jej wszystkie sprzeczności i  masz wrażenie, że jesteś ogromnym szczęściarzem, bo wybrała ciebie.  Jesteś dla niej kimś ważnym i teraz gdy  jej wargi muskają twoje usta utwierdzasz się w tym przekonaniu jeszcze bardziej .  - Mówiłam, że ta impreza to zły pomysł.
-  Nie wiem o czy mówisz. - powiedziałeś zagłębiając się w jej włosach. Jeździłeś opuszkami palców po materiale jej koszulki, czując jak drży pod wpływem twojego dotyku, co sprawiało ci ogromną satysfakcję.
- O tym, że masz na mnie ochotę kochanie. - wymruczała ci do ucha,  zjechałeś dłońmi na jej pośladki, widziałeś jak przegryzła usta, wtapiając  smukłe palce w twoje przydługie włosy.  Uśmiechnąłeś się triumfalnie, widząc, że budzi się w niej coraz większe pragnienie dotykania ciebie w każdym zakamarku ciała.  Jednak cały czas czułeś skupiony  na was  wzrok swoich kolegów.  Nie chciałeś jednak myśleć o ich zaciekawionych spojrzeniach, w tej chwili interesowały cię jedynie jej rozhuśtane w rytm muzyki biodra, dotyk jej rozgrzanej skóry i słodycz różowawych warg, które co chwilę spotykały się z twoimi.
-  Zawsze możemy stąd uciec, nie obrażą się. - zaproponowałeś, w odpowiedzi usłyszałeś jedynie wesoły śmiech.  Między wami nie było wolnej przestrzeni,  miałeś wrażenie, że  w tym momencie jesteście niemal jednością. Cały świat dookoła znikał, gdy  te czarne przepełnione pragnieniem rozkoszy tęczówki się w ciebie wpatrywały z nieodgadnionym błyskiem. Nie zwróciłeś nawet uwagi, gdy wasz utwór się skończył,  byłeś jak w amoku pochłonięty bliskością jej ciała, a ten śliczny uśmiech sprawiał, że twoje serce biło jak oszalałe.  Ona była twoim blaskiem, który w końcu oświetlił  mrok twojego życia i  nie wiesz co byś bez niej zrobił.



***
"Spała naga w moich ramionach
i wcale  nie chodzi o to, że była naga,
ale że była moja i na zawsze. "

***


Podparty na łokciu patrzyłeś jak poranne promienie jesiennego słońca oświetlały jej nagą skórę Gdy teraz spokojnie spała z delikatnym uśmiechem na ustach była taka piękna i nie mogłeś uwierzyć w to, że należała wyłącznie do ciebie. Przejechałeś błękitnym wzrokiem po jej  idealny ciele. Ostrożnie by jej nie obudzić okryłeś ją śnieżnobiałą kołdrą, żeby nie zmarzła. Pogładziłeś ją czule po włosach i podniosłeś  się powoli z łóżka w poszukiwaniu swoich ubrań porozrzucanych po sypialni szatynki.
- Cześć Michaś. - usłyszałeś zachrypnięty głos i odwróciłeś się w stronę Julii, która patrzyła na ciebie błyszczącymi oczami, otulona po szyję puchową kołdrą - Gdzie mi uciekasz?
- Zrobić ci śniadanie. Na co masz ochotę? -puściłeś jej oczko. Twoja dziewczyna usiadła na łóżku i założyła kosmyk włosów za ucho.
- Może twoje słynne naleśniki? - popatrzyła na ciebie z proszącą miną. Ty jedynie przytaknąłeś i podszedłeś bliżej niej składając na jej ustach czuły pocałunek.
- Muszę ci coś powiedzieć. - stwierdziłeś  siadając na łóżku, wziąłeś jej rękę w swoje dłonie. - Kiedy słuchałem, że seks  z  kobietą, którą kochasz jest wyjątkowy, myślałem, że to bzdury. Nie wierzyłem w te bajki, ale teraz tobą tego naprawdę doświadczam. Sprawiasz, że nie chce mieć w swoim łóżku, żadnej innej kobiety. I ty nie musisz się tego bać, chcę tylko ciebie. - musnąłeś ustami jej dłonie i spojrzałeś w śliczne oczy. Widziałeś jak patrzy  na ciebie zaskoczona, by po chwili wpić się zachłannie w twoje usta.
- Kocham cię Misiu. - powiedziała cicho, gładząc kciukiem twój policzek.  Nie możesz opisać tego jak bardzo byłeś w tej chwili szczęśliwy, przy niej  nie musiałeś niczym się martwić. Czułeś, że to magiczne uczucie jakie między wami się narodziło, pokona wszystko, każdą burzę. Naprawdę wierzyłeś w to, że  i ona kocha cię tak mocno jak ty ją, że ona również wariuje na twoim punkcie jak ty na jej, w końcu to dla ciebie zerwała z poprzednim życiem.  - Pójdę wziąć prysznic. - Odprowadziłeś ją wzrokiem i westchnąłeś cicho wkładając spodnie. Co ona z tobą wyprawiała?  Miałeś wrażenie, że każde uderzenie twojego serca jest tylko dla niej, teraz nawet nie potrafisz wyobrazić sobie życia bez niej, bo to ona była twoim życiem. Twoim oddechem, twoim powodem wszystkiego. Włożyłeś dłonie do kieszeni spodni i ruszyłeś w stronę kuchni. W pół kroku zatrzymał cię głos Julii, która prosiła cię, byś przyniósł jej  coś do ubrania się. Zaśmiałeś się pod nosem z jej zapominalstwa i wróciłeś ponownie do sypialni. Otworzyłeś szafę i wyciągnąłeś pierwszą lepszą koszulkę, nie przywiązując do tego większej wagi, w końcu ty ją kochałeś w każdym wydaniu, obojętnie co miała na sobie. Kątem oka zerknąłeś na znajdującą się u dołu szafy szufladę, w którym zapewne trzymała bieliznę, w głowie pojawił ci się natychmiast pomysł wybrania jej czegoś ciekawego. Z cwanym uśmiechem na twarzy schyliłeś się odsuwając szufladę  i zamarłeś.  Zmarszczyłeś brwi i sięgnąłeś dłonią po blond perukę, leżąca pomiędzy bielizną.
- Co to kurwa jest?! - krzyknąłeś oglądając dokładnie znaleziony przedmiot.   Miałeś wrażenie, że twój świat wiruje, a ty nie rozumiesz o co chodzi.
- Michaś? - usłyszałeś za sobą  i  odwróciłeś się w stronę wejścia od sypialni. Patrzyłeś zdezorientowany na Julię, która stała w progu owinięta ręcznikiem,  z ciemnych kosmyków kapały krople wody, a jej twarz była blada jak ściana.
- Możesz mi to wyjaśnić? -Twoje błękitne tęczówki lustrowały ją niecierpliwie od góry do dołu, czekając na jakikolwiek gest. Ona stała jednak nieruchomo patrząc na to co trzymasz w dłoniach.
- To... Pozostałość po moim dawnym życiu.   - zmrużyłeś oczy uważnie jej się przyglądając.
- Skoro to przeszłość, to dlaczego tak zareagowałaś? - dopytywałeś  nerwowo. Nie chciałeś nawet myśleć co mogła w tym robić.
- Naprawdę się mi dziwisz?  Nie lubię do tego wracać. - powiedziała cicho i podeszła bliżej ciebie - Jedyne czego teraz chce to przyszłości z tobą. - uśmiechnęła się do ciebie smutno i musnęła twoje usta. Opuściłeś dłonie, wypuszczając z nich perukę i  przyciągnąłeś ją  bliżej siebie łapczywie zatapiając się w jej wargach. Wplotłeś dłonie w jej wilgotne włosy, nie odrywając się od niej choćby na moment. Tak jakbyś chciał pokazać jej tym pocałunkiem, że mimo wszystko jej ufasz i że stoisz po jej stronię. Było ci wstyd, że znowu źle o niej pomyślałeś, przecież ona nie mogła do tego wrócić, kocha cię, a  jej dawny zawód to przeszłość, która już nie ma prawa wrócić. Nie zrobiłaby ci czegoś tak okrutnego, nie zniszczyłaby twojego serca, które należało wyłącznie do niej. Byłeś pewny jej uczuć i tego, że jesteś w jej życiu jedynym mężczyzną. I zrobisz wszystko, by już tak pozostało. Tylko czy wszystko wystarczy Michale?


________



Cześć!
Wróciłam !
Przepraszam! :(
Chyba potrzebowałam znowu zachwycić się błękitem oczu Misia.  :P 
Lepiej nie pytajcie, tylko czytajcie :) 
POZDRAWIAM !!!
Paulka

Hello ^^
Jak widzicie chyba warto było szaleć tak i tyle nic nie dodawać by dostać taką jakość wykonania rozdziału od Pauli :3 Według mnie spisała się rewelacyjnie i genialnie to wszystko oddała 😀
Jak myślicie, sytuacja z Wasio i ta w mieszkaniu Michała ma coś wspólnego?
Całuje i do zobaczenia ! 😘
( Mam nadzieje, że znacznie szybciej niż teraz 😀 )

Ps. To ja Paula - Zrobię co w mojej mocy Kasiu :* 

Trzydzieści dziewięć

"Gdyby chociaż muzyka  potrafiła zagłuszyć myśli o Tobie." Wlałeś w gardło gorzką ciecz i uśmiechnąłeś się cwanie pod nosem, podry...